Nadszedł czas kolejnej wycieczki rowerowej. W ostatni dzień września wybrałem się do Puszczy Bolimowskiej. Pobudka jak zwykle 5:30, krótkie pakowanie i w drogę. Pojechałem pociągiem z Piaseczna do W-wy Zach. Z Warszawy pośpiesznym "Kopernik" do Łowicza. Ta podroż była bardzo przyjemna gdyż kolej stanęła na wysokości zadania i doczepiła wagon dla rowerzystów.
Z Łowicza udałem się drogą krajową nr 70 w kierunku Arkadii i Nieborowa. Trochę balem się
panującego na tej drodze ruchu ale na szczęście akurat na tym odcinku była ona zamknięta z uwagi na zmianę
nawierzchni wiec jechało się bardzo dobrze, lawirując czasami pomiędzy walcem, koparką i Kamazami:-).
Niestety z uwagi na dość wczesną porę (8:30) zarówno park w Arkadii jak i
Nieborowie były jeszcze zamknięte.
Otwierają je dopiero o 10:00 :-((. W Nieborowie krotki postój na małe zakupy w postaci peta wiejskiej kiełbasy,
pomidorka i bułeczek i w drogę żółtym szlakiem rowerowym w kierunku Bud Grabskich. Szlak ten jest bardzo przyjemny,
utwardzona droga i piękny las robią swoje. Niestety sielanka trwała krotko gdyż w pewnym momencie usłyszałem
dobywające się z tylnego kola pfuuu. Trochę z niedowierzaniem popatrzyłem na moją pierwszą złapaną gumę od ponad 2500 km.
Ale z patrzenia kolo się same nie naprawi wiec zakasałem rękawy i zmieniłem dętkę. W Budach Grabskich przejechałem przez
most nad rzeką Rawką i skierowałem się na Prochowy Młynek. Tam krotki postój przy mostku nad rzeką Korabiewką i poprzez
lasy dotarłem do miejscowości Franciszków. Po wyjeździe z lasu zrobiłem sobie mały popas i spałaszowałem to co kupiłem w
Nieborowie.
Pierwotnie z Bud Grabskich miałem jechać cały czas szlakiem zielonym aż do Radziejowic, ale z uwagi na złapaną
wcześniej gumę postanowiłem dotrzeć do w/w Radziejowic asfaltem, aby nadrobić stracony czas. Z Franciszkowa poprzez Jesionkę,
Waleriany i Wręczę dotarłem do Krzyżówki. Drogę tą polecam z uwagi
na bardzo dobrą nawierzchnie asfaltową oraz znikomy ruch na
drodze. Za Krzyżówką jest bardzo fajne miejsce gdzie krzyżuje się droga, którą jechałem z drogą krajową nr 50 oraz CMK
(Centralną Magistralą Kolejową). Tak dotarłem do Radziejowic, tam zwiedziłem przepiękny pałac oraz otaczający go park,
niestety jak w większości parków w Polsce trzeba go było zwiedzać na piechotę.
Przy wyjeździe z Radziejowic
(przecinałem prostopadle trasę E67 łączącą Warszawę ze Śląskiem - popularnie nazywaną "gierkówką") wpadła mi w oko
limuzyna wioząca pannę młodą do ślubu.
Przy okazji pozdrowienia i podziękowania dla panny młodej za uroczy uśmiech,
którym mnie obdarzyła;-))
Niestety za Radziejowicami zaczęły się piaskownice co raczej nie umilało mi podroży. Chyba z tego zmęczenia
pomyliłem drogi i w Kamionce zamiast skręcić w lewo na Grzegorzewice, skręciłem w prawo i dojechałem do Zboiska.
Tam przemiła młoda dziewczyna wyprowadziła mnie z błedu i mimo mojej wyraźnej niechęci kazała mi zawrócić. Ponieważ
dialog był dość zabawny przytoczę go w całości:
I tutaj chciałbym gorąco podziękować Młodej Dziewczynie za okazaną pomoc:-))
Niestety droga do Grzegorzewic okazała się dość pokręcona (i niestety bardzo piaszczysta), koniec końców poprzez
groble i prywatny teren jakiegoś gospodarstwa dojechałem do wsi.
Stamtąd poprzez Piotrkowice, Many i Mariankę dotarłem do Tarczyna. W Tarczynie usiłowałem cos zjeść ale pub
który znajduje się przy skrzyżowaniu z drogą krajowa nr 7 niestety czynny był od 17:00 wiec obszedłem się smakiem.
Dalej popedałowałem przez Prace Małe do Prac Dużych. Ponieważ skończyło mi się picie rozpocząłem poszukiwania sklepu.
Z doświadczenia wiem, ze tam gdzie zatrzymuje się dużo samochodów musi być sklep.
Niestety sklepu nie było za to była
Galeria Sztuki. Z językiem na brodzie pojechałem do miejscowości Łoś i tam w bardzo przyjemnej restauracji wypiłem 0,5
litrowego żywca i posiliłem się bigosem z ziemniaczkami. Z Łosia juz asfaltem przez Bogatkę popedałowałem prosto do domku.
Podsumowując przejechałem 108 km (wreszcie wynik trzycyfrowy na który tak długo czekałem:-)). Wycieczka okazała się bardzo wyczerpująca. Wpływ na zmęczenie zapewne miał zupełny brak treningu, bo na rowerze nie jeździłem przez około 2 miesiące. Ale piękno Puszczy Bolimowskiej, zdjęcia i mile wspomnienia zrekompensowały trud i wysiłek. Mapy z których korzystałem podczas wycieczki to:
"Powiat Skierniewicki" 1:70 000 wydawnictwo Mkart 2004
"Okolice Warszawy - Zachód" 1:75 000 wydawnictwo Demart 2005