Bornholm

Wstęp

W tym roku planowałem objechać dalszą część ściany wschodniej, tym razem odcinek południowy, ale sąsiad namówił mnie na objazd wyspy Bornholm.

Dzień pierwszy (Nexo - Ronne 47 km)

  • Mapa
  • Galeria
  • Ponieważ jedyny prom na wyspę wypływa z Kołobrzegu (prom Jantar) dojeżdżamy tam po całonocnej podróży samochodem. W porcie jesteśmy wcześnie, bo już o 4:30. Niestety wejście na pokład możliwe dopiero od 6:00 stąd włóczymy się trochę po Kołobrzegu oglądając m.in. plażę oraz pomnik podwójnych zaślubin z morzem. Wreszcie ładujemy się na prom i próbujemy zasnąć, ale twarde ławki raczej nam to udaremniają. Podróż wlecze się dość mocno, prom jest wolny gdyż odległość 90 km pokonuje w 4,5, dodatkowo całkiem nieźle buja ale to bardziej powoduje uśmiechy niż problemy żołądkowe.

    W końcu docieramy do Nexo, tam szybkie zapakowanie gratów na rower, pamiątkowe zdjęcie i w drogę. Jedziemy drogą rowerową nr 10 w kierunku Dueodde. Ścieżka jak marzenie asfaltowa, prowadzi wzdłuż wybrzeża. Szybko docieramy na plażę i na niej robimy krótki popas. Dalsza droga nie jest już tak miła z uwagi na silny przeciwny wiatr, który będzie nam towarzyszył do końca dnia. Za Pedersker natrafiamy na winnicę Lille Gadegard, gdzie odpoczywamy chwilkę przy kieliszku wina. Właściciel winiarni prowadzi również tanie pole namiotowe, ale dla nas jest to zdecydowanie za blisko Nexo. Powoli posuwamy się naprzód, przed Arnager robimy krótką przerwę gdyż widoki z wybrzeża są przepiękne. Tak docieramy do Galloken Camping mieszczący się na przedmieściach Ronne. Szybko znajdujemy miejsce na namiot o co nie trudno gdyż jest niewielu turystów. Cena 69 DKK od osoby, prysznice (ciepła woda) 2 DKK za 2 min - płatne w monetach. Uprzejma pani w recepcji chętnie rozmienia pieniądze więc nie ma problemu. Wyposażenie campingu jest znakomite, wielka kuchnia, mikrofalówki, piekarniki, wszystko co potrzeba. Po kolacji idziemy na plażę, niestety para Duńczyków (chyba) wypuściła swoje 4 psy, które dość agresywnie nas obszczekują. Właściciel czworonogów przywołuje je do porządku i prosi abyśmy się do nich przyłączyli. Para jest całkiem zdrowo pijana, więc po około 10 minutowej konwersacji udajemy się dalej. Po wdrapaniu się z plaży na górę oczom naszym ukazuje się puściutka ławka jakby czekająca specjalnie dla nas. Oczywiście siadamy i podziwiamy widoki. Około 21:30 idziemy do namiotu na zasłużony odpoczynek.

    Podsumowując dzień męczący głównie z uwagi na podróż. Pierwsze wrażenie z Bornholmu to początkowo jedno słowo "Rewelacja", a później "Czy tu zawsze tak wieje?"

    Dzień drugi (Ronne - Gudhjem 52 km)

  • Mapa
  • Galeria
  • Poranek wita nas przepięknym, bezchmurnym niebem. Z kempingu zwijamy się w miarę szybko. Na początek zwiedzamy Ronne. Miasteczko jest śliczne. Magiczne uliczki w typowo duńskim stylu, przepiękne kolorowe domki no i zupełne pustki na ulicach. Przez przypadek natrafiamy na najmniejszy domek w Ronne, a może i w całej Danii:. Jest naprawdę malutki ale przez to niezwykle uroczy. Klucząc uliczkami dojeżdżamy do portu gdzie podziwiamy ogromny prom z Ystad. Nasz Jantar to łupinka w porównaniu do niego. Z Ronne jedziemy w stronę Hasle oczywiście ścieżką nr 10. Początkowo wiedzie ona wzdłuż drogi, ale już po chwili odbija w lewo i prowadzi przez nadbrzeżne lasy. W Hasle nie omieszkamy zwiedzić starej wędzarni , która została zamieniona na skansen i leży przy samej ścieżce rowerowej. Niestety docieramy do niej zbyt późno, aby obserwować proces wędzenia, który z reguły trwa około 4 godzin (od 7:00-11:00). Ale oczywiście próbujemy smakołyków. Ja zamawiam klasykę, czyli porcję wędzonego śledzia, Jacek krewetki. Ceny w okolicach 20-25 DKK za porcję. Z Hasle udajemy się w kierunku Vang, aby po drodze obejrzeć słynną granitową turnię Jons Kapel. Rowery zostawiamy przed sklepikiem i idziemy ścieżką około 500 metrów. Do Jons Kapel prowadzą bardzo strome drewniane schody, wiele starszych osób rezygnowało na ich widok. Razem z Jackiem schodzimy na sam dół i podziwiamy cuda natury. Miejsce naprawdę robi wrażenie, postrzępiona turnia, białe klify i głazy wielkości telewizorów 52 calowych.

    Z Jons Kapel szlakiem pieszym zmierzamy w kierunku kamiennych kręgów. Niestety z powodu braku czasu (dzisiaj czeka nas jeszcze HammersHus i półwysep Hammeren) zawracamy gdyż miejsce to okazuje się być dość daleko. Dalsza droga (oczywiście nr 10) prowadzi nas przez coraz bardziej pagórkowaty teren. Trafiają się co najmniej 3 zjazdy o nachyleniu 14 %. Współczuję tym, którzy podróżują szlakiem w odwrotnym kierunku, prawie każdy podprowadza rowery. Tak docieramy do największych ruin na wyspie zamku Hammershus usytuowanych na wzniesieniu 74 m n.p.m. Rowery oczywiście zostawiamy na pobliskim parkingu rowerowym i idziemy zwiedzać. Wstęp na zamek jest bezpłatny. Cały czas zastanawiamy się z Jackiem jak udało się zdobyć tą warownię, rzut oka do przewodnika i pełne zaskoczenie. Okazało się, że zamek został rozebrany przez ludność miejscową i większość okolicznych domów została zbudowana z kamieni/cegieł pochodzących z zamku. W Hammershus spędzamy ponad 1h podziwiając widoki z murów obronnych. Z ruin rezygnujemy z trasy rowerowej, i kierujemy się w stronę półwyspu Hammeren. Po krótkiej chwili docieramy do dwóch jezior tektonicznych, okolica jest przepiękna. Mimo zmęczenia idziemy ścieżką, która prowadzi nas wokół mniejszego jeziora i nie żałujemy. Im wyżej tym widoki piękniejsze. W pewnym momencie totalne zaskoczenie bo napotykamy kolejne jeziorko, które jest położone circa 20 metrów wyżej niż poprzednie dwa. Cała okolica jest naprawdę przepiękna. Żałujemy, że nie mamy już czasu, aby zwiedzić cały półwysep wraz z dwoma znajdującymi się latarniami morskimi HammeroddeFyr i Hammer Fry. Na dalszą drogę wybieramy ścieżkę wzdłuż jeziora Hammerso, która doprowadza nas do miasteczka Sandvig oraz Allinge. W tym drugim akurat odbywa się festyn partii politycznych wieć jest dość rojno i gwarno. W Allinge również robimy postój i jemy pizzę w pobliskiej pizzerni. Niestety czas oczekiwania na nią jest dość długi i zapadam w krótką drzemkę. Najedzeni udajemy się w dalszą drogę w stronę Gudhjem gdzie chcemy przenocować. Po drodze namawiam Jacka abyśmy odbili trochę ze szlaku i zobaczyli wodospad w Dondalen. Po męczącym podjeździe leśną ścieżką, oczom naszym ukazuje się coś, co jest ledwo strugą wody, a nie żadnym wodospadem. Nie patrzę w kierunku Jacka, bo jego twarz nie wyraża w tym momencie miłości do bliźniego. Po szybkim zjeździe jedziemy dalej i bez przeszkód docieramy na camping za Gudhjem.

    Rozbijamy się szybko i pojawia się pierwszy problem, prysznice są na kartę, którą wydają w recepcji. Niestety mimo pukania nikt nie otwiera. Pewien pomocny Duńczyk proponuje nam zadzwonić dzwonkiem (czemu go wcześniej nie użyłem to nie wiem:) tym razem udaje nam się i po chwili mamy karty w ręce. Po prysznicu i kolacji idziemy do salki telewizyjnej. Wyposażenie jest luksusowe, plazma 42 cale, skórzane kanapy, bilard i nikogo w środku. Ponieważ pogoda robi się fatalna, mocny deszcz, pioruny, postanawiamy zostać pewien czas w Sali. Ciężko powiedzieć, kto usnął pierwszy, fakt faktem przesypiamy tam całą noc i wyspani o 6:30 idziemy do namiotu.

    Wybrzeże północno-zachodnie Bornholmu zachwyciło nas. Razem z Jackiem jesteśmy zgodni, że najpiękniejsze widoki to okolice jeziora Hammerso i cieszymy się, że jednak wybraliśmy jazdę w tą stronę bo w ten sposób unikamy kilku mocno męczących podjazdów

    Dzień trzeci (Gudhjem - Nexo - Aakirkeby - Nexo 69 km)

  • Mapa
  • Galeria
  • Ranek wita nas słoneczkiem, ale również silnym wiatrem, na szczęście w dalszym ciągu zachodnim. Po szybkim śniadanku i pakowaniu udajemy się w dalszą drogę. W planach mamy w miarę szybkie dotarcie do Nexo, rozbicie się na campingu i na pusto objechanie lasu Almindingen. Zaraz po wyjeździe z campingu nie zdążamy się rozpędzić, bo po lewej stronie zauważamy słynną hutę szkła artystycznego "Baltic Sea Glass". Tam dwoje rzemieślników/artystów robi na oczach publiczności cuda ze szkła. Ceny niestety również artystyczne, za niezbyt duży wazon około 1900 DKK, ale popatrzeć zawsze można. Pierwsze miasteczko, do którego wjeżdżamy to Svaneke. Zaraz przy wjeździe uwagę naszą przykuwa wiatrak oraz stara wieża ciśnień w kształcie piramidy. Podjeżdżamy pod samą wieżę, niestety wejście jest zabronione, a szkoda, bo widoki mogły być rewelacyjne. W miasteczku odwiedzamy jeszcze port oraz słynną fabryczkę karmelków, gdzie nie omieszkam zakupić małe, co nieco. W kolejnym miasteczku Arsdale robimy szybkie fotki czynnego wiatraku i docieramy do Nexo. Tam szybciutko załatwiamy kamping (chyba najsłabszy ze wszystkich), w namiocie zostawiamy sakwy zabierając tylko niezbędne rzeczy i udajemy się w kierunku lasu Almindingen. Początkowo ulicami Paradasvej i Klintenbyvejen docieramy do lasu i do ścieżki nr 22. Piękną ścieżką przez las docieramy do rozstajów dróg. Mamy zamiar dojechać do najwyższego wzniesienia, ale za bardzo nie wiemy gdzie ono się znajduje i zmierzamy do Aakirkeby, oglądając wspomniany szczyt od wschodu. W Aakirkeby zaopatrujemy się w jedzenie na kolację i główną drogą samochodową pędzimy do Nexo. Ta droga jest jakby ukoronowaniem naszej wycieczki, prowadzi praktycznie cały czas lekko z górki, wiatr również nam sprzyja, bo lekko podmuchuje w plecy, zachodzące słońce, w oddali widać rozległy Bałtyk, aż żal, że tak szybko docieramy do Nexo. Ale dzień się jeszcze nie kończy i niespodzianki w dalszym ciągu czekają na nas. Przejeżdżając obok portu zauważamy kuter rybacki z Kołobrzegu i uwijających się przy nim rybaków. Wpadamy na pomysł, aby zapytać czy nie dałoby się z nimi dzisiaj zabrać do Kołobrzegu, bylibyśmy dzień wcześniej w domu, zwłaszcza, że prognozy pogody na sobotę są fatalne. Niestety szyper mówi, że nie płyną prosto do domu, ale jeszcze na łowisko, może w sobotę, może w niedzielę będzie wracać. Widząc nasze smutne miny zaprasza nas na kuter w celu pokazania go nam przy okazji wspominając o kolacji. Ludzie na tym kutrze są naprawdę świetni, szyper tłumaczy nam wszystko szczegółowo, zadziwia nas liczba elektroniki w sterówce, monitory ciekłokrystaliczne, 4 gps-y itp. Na koniec zapraszają nas na dół na kolację. A na kolację przepyszny barszcz ukraiński w talerzach wielkości małej wazy. Dodatkowo na drugie danie mięsko, pieczone ziemniaczki i ogórki. Cała kolacja przebiega w przyjaznej atmosferze, my pytamy rybaków o ich prace, oni o nasze zainteresowania rowerowe. Czas szybko płynie i po około 2 h opuszczamy kuter. Tu przy okazji chciałbym podziękować całej załodze kutra "Gabi" z Kołobrzegu, a w szczególności szyprowi za królewskie i całkowicie charytatywne ugoszczenie. Po takiej kolacji powoli zmierzamy rowerkami na camping. Tam standard, czyli prysznic i zalegamy w salce telewizyjnej. Przygody jednak się nie skończyły, bo za chwilę na camping zajeżdżają dwa wozy strażackie, karetka i policja. Wszystko to niebezpiecznie blisko naszego namiotu. Okazuje się, że jedna z osób mieszkająca w pobliskiej przyczepie kampingowej otworzyła butle z gazem i usnęła. Na szczęście mieszkańcy kampingu szybko wezwali odpowiednie służby.

    Ten dzień jest niestety naszym ostatnim dniem rowerowym na wyspie, jutro już tylko głównie oczekiwanie na prom

    Dzień czwarty(Nexo - Balka - Nexo 11 km)

  • Galeria
  • Rano właściwie nie mamy nigdzie jechać ale Jacek postanawia trochę pobiegać i prosi abym wyznaczył trasę dokładnie 5 km od campingu. Jadę więc dokładnie 5 km ponownie w stronę Dueodde i kamieniem zaznaczam odpowiednie miejsce. Po powrocie do namiotu zaczyna padać deszcz . Niestety zbliża się czas wymeldowania z kampingu (12:00) i zmuszeni jesteśmy pakować namiot oraz resztę bagaży w dość mocnej ulewie. Spakowani dojeżdżamy do promu, ale wejść na pokład będziemy mogli dopiero za kilka godzin. Prom odpływa o 18:00, wejście na pokład od 17:30. Za ostatnie pieniądze kupujemy prezenty i chodzimy po miasteczku. O 16:00 pojawiamy się ponownie w porcie i czekamy. Tłum ludzi jest całkiem pokaźny, ładujemy się na prom, zaklepujemy szybko miejsca i dokładnie o czasie odpływamy z tej przepięknej wyspy. W trakcie rejsu jest jeszcze dyskoteka ale mając w perspektywie całonocną podróż samochodem przyglądamy się tylko bawiącym ludziom. O 22:30 wpływamy do portu w Kołobrzegu, szybko podjeżdżamy na parking gdzie zostawiliśmy samochód, pakujemy bagaże i rowery i udajemy się w drogę powrotną do domu. Do Piaseczna docieramy o 5:30, zmęczeni ale zadowoleni.

    Podsumowanie

    Pierwszy raz udało mi się wyjechać na wycieczkę rowerową poza granice Polski. Infrastruktura rowerowa, zwracanie uwagi na rowerzystów przez kierowców to to co mnie totalnie zaskoczyło. Również przepiękne i bardzo zróżnicowane krajobrazy Bornholmu, bądź co bądź niewielkiej wyspy. Począwszy od piaszczystych plaż południowej części, poprzez skaliste urwiska na północy, skończywszy na całkiem sporym obszarze leśnym w środku wyspy. Niestety trzeba być przygotowanym na znacznie wyższe ceny, średnio licząc 3,4 razy. Przykładowo, nocleg pod namiotem to około 70 DKK za noc od osoby. My byliśmy poza sezonem, w sezonie należy jeszcze dopłacić oddzielnie za namiot. Domek 2 osobowy to około 400 DKK za noc. Równie drogie są artykuły spożywcze np. 2 litry coca-coli to wydatek rzędu 15 DKK w supermarkecie, natomiast w sklepiku na kempingu cena dochodziła do 33DKK. Hot-dog w budzie od 22 DKK. Mimo wysokich cen, Bornholm jest zdecydowanie warty odwiedzenia, zwłaszcza na dwóch kółkach.