W sierpniu 2004 postanowiliśmy razem z Łysym wybrać się pierwszy raz na całodzienną wycieczkę rowerową. Celem były ruiny zamku w Czersku.
Z Piaseczna pojechaliśmy przez Chojnowski Park Krajobrazowy, mijając po drodze "Zimne Doły"
oraz Rezerwat Stephana. Następnie przez Nowinki, Krepę, Czarny Las i Cendrowice
dojechaliśmy do drogi krajowej nr 50. Po przecięciu jej skierowaliśmy się przez Karolinę
(omijając szerokim lukiem Gore Kalwarie) i dojechaliśmy do drogi krajowej nr 79. Po ujechaniu niecałego kilometra,
skręciliśmy w prawo i po lekkim podjeździe wjechaliśmy na rynek w Czersku. Tam lekka konsternacja którędy na zamek,
bo zamek widzieliśmy dobrze ale drogi do niej juz nie:-))Okazało się, ze wejście do zamku jest tylko poprzez tereny
kościoła.
Zamek okazał się wart odwiedzenia, wspaniale ruin, możliwość wejścia na wieżę, tylko
widok kilku toi toi trochę psuł atmosferę.
Z Czerska pognaliśmy w dół w kierunku Wisły. Tam postanowiliśmy wrzucić cos na ruszt.
Ech nie ma to jak wysiłek fizyczny + kiełbasa + żywiec:. Następnie trasa wiodła do Góry Kalwarii gdzie stromym ale
na szczęście krótkim podjazdem (droga z kostki) wyjechaliśmy na rynek??
Stąd już zgodnie ze szlakiem niebieskim
dojechaliśmy przez Obory do Konstancina. Następnie zgodnie ze znakami szlaku czarnego (głowy nie dam ale to chyba szlak rowerowy)
skierowaliśmy się do Chojnowskiego Parku Krajobrazowego aby zamknąć pętlę w "Zimnych dolach".
Niestety w lesie podczas dość mocnego hamowania połączonego ze skrętem moje tylnie kolo scentrowało się tak mocno ze
uniemożliwiło mi to jazdę (kolo zablokowało się w klockach hamulcowych). Na szczęście po kilku kopniakach można było jechać dalej.
W ten sposób dotarliśmy do Zimnych dołów oraz do bazy czyli Piaseczna.
Podsumowując trasa naprawdę łatwa, bez uciążliwych piachów. Jeśli ktoś chciałby nią pojechać, sugeruje lekka modyfikacje. Do Czerska proponuje pojechać zgodnie z zielonymi szlakami rowerowymi zaczynającymi się w Żabieńcu (przy samym wjeździe do lasów chojnowskich.) i prowadzącymi do Góry Kalwarii - bardzo przyjemna trasa, mniej kluczenia i patrzenia na mapę. Przejechaliśmy około 70 km (przynajmniej tak pokazywał mi mój licznik supermarketowy - na szczęście wymieniłem go juz na Sigmę), pogoda i humory dopisały.