Po pierwszej udanej wycieczce nabraliśmy apetytu i w październikową sobotę wybraliśmy się do Kampinosu. Plan był prosty czyli pociągiem do Sochaczewa, następnie przez Żelazową Wole, Granice, Leszno dotrzeć do cmentarza w Palmirach. Powrót miał być przez Truskaw i W-we do Piaseczna. Powyższy plan został zrealizowany w 110 %:-)
Już sam początek wycieczki dostarczył nam dużo emocji. Dojechaliśmy do W-wy Zach. gdzie mieliśmy się
przesiąść na pociąg jadący do Sochaczewa. Czas na styk. Z wywieszonymi jeziorami taszcząc rowery na plecach (niech żyją
"udogodnienia" na polskich stacjach) wbiegliśmy na peron, na którym pociąg juz stal. Nie pytając nikogo wpakowaliśmy się do wagonu
logicznie rozumując ze skoro jest dokładnie godzina odjazdu to musi to być ten pociąg.
Przez przypadek dwie starsze panie (dzięki im za to)
poinformowały nas ze jedziemy do Skierniewic i naszą szansą na dojechanie do Sochaczewa jest przesiadka na stacji W-wa Włochy.
Tak tez zrobiliśmy upewniając się jeszcze u konduktora, który potwierdził i poinformował ze za 5 minut będzie pociąg do Sochaczewa.
Czekając na stacji wraz z całkiem niezłym tłumkiem ludzi, patrzymy wjeżdża pociąg/kanarek, napisane jest "Sochaczew".
Ku naszemu zdziwieniu pociąg ślimaczym tempem minął stacje i pojechał dalej. Skonsternowani rozejrzeliśmy się po ludziach,
na co jeden gość (wyglądał na kolejarza po cywilnemu: powiedział ze za chwile będzie następny:. Tak tez się stało i tym juz
pociągiem dojechaliśmy szczęśliwie do Sochaczewa.
Tu wreszcie mogliśmy wsiąść na maszyny i pognać do naszego pierwszego celu czyli dworku Fryderyka. Pogoda nie zapowiadała się
dobrze, lekko mżyło ale po dojechaniu do Żelazowej Woli przestało. Późna jesień oraz deszcz sprawiły, ze park razem z dworkiem
miały swój klimat. Z Żelazowej Woli pojechaliśmy przez Mokras i Kirsztajnów do Granicy.
Na tym odcinku nie obyło się bez błądzenia, ale w końcu dotarliśmy do Kampinosu.
W Granicy zwiedziliśmy cichy cmentarz położony troszkę na uboczu oraz prezentacje wszystkich parków narodowych
w Polsce (świetna wystawa). Następnie zgodnie ze szlakiem początkowo żółtym, a później niebieskim pojechaliśmy do "Zamczyska"
oraz dalej do Leszna na małe co nieco.
Po jedzonku popedałowaliśmy w dalszym ciągu trzymając się szlaku niebieskiego do Zaborowa i dalej do Wygląd Górnych.
Tam chwilkę odpoczynku rzut oka na mapę i kierujemy się w kierunku Zaborowa
Leśnego i mogiły powstańców z 1863 roku. Po dotarciu zmieniliśmy kolor szlaku na zielony (choć w sumie od Wygląd
jechaliśmy razem z zielonym) i krętą drogą dotarliśmy do cmentarza w Palmirach.
Nie obyło się oczywiście bez małego błądzenia ale mapa którą mieliśmy pomogła nam odnaleźć właściwy kierunek.
Po dłuższym odpoczynku ruszyliśmy przez Truskaw do Izabelina bodajże C, choć głowy nie dam. Tam niestety opadliśmy z sil i
padła decyzja "jedziemy autobusem".
Po kilkunasto minutowym czekaniu dotarliśmy autobusem MZK do placu bankowego,
gdzie przesiedliśmy się w mzk-ę jadącą na ul. Bokserska (kolo wyścigów). Stanie w autobusie tak nas zmęczyło, ze ostatni
odcinek wycieczki (Wyścigi-Piaseczno) postanowiliśmy pokonać tradycyjnie czyli pedałując.
Podsumowując przejechaliśmy około 90km, trasa trudniejsza niż do Czerska, sporo piachu oraz całkiem spore urozmaicenie terenu (górki pagórki itp.). Piach najbardziej mi dal się we znaki z uwagi na cienkie oponki, no i kondycja chyba jeszcze nie ta: Pogoda na początku była dość nieprzewidywalna ale później ustaliła się (pochmurno ale bez deszczowo).