Ponieważ majowa wycieczka do Kampinosu nastawiła mnie bardzo optymistycznie do tego rejonu, na początku lipca
postanowiłem zwiedzić bardziej zachodnie tereny tego parku. Tym razem na punkt startowy wybrałem Sochaczew, w planach było
odwiedzenie Brochowa, Tułowic oraz dębu Kobendzy. Plany zostały zrealizowane w 100 %.
Za punkt startu obrałem Sochaczew wiec musiałem skorzystać z usług PKP. Z Piaseczna miałem wyjechać pośpiesznym do
W-wy o 8:54 i w W-wie Zach.
przesiąść się na pociąg do Łowicza. Na przesiadkę miałem ponad 10 minut wiec uznałem ze bez
problemu się wyrobie. Niestety pośpieszny spóźnił się ponad 0,5h stąd w Sochaczewie znalazłem się o 1h później niż planowałem.
Ale ponieważ dni lipcowe są długie nie widziałem powodów do modyfikacji planów wycieczki. Z Sochaczewa pojechałem wzdłuż torów
kolejki wąskotorowej (bardzo przyjemna ścieżka, z której korzystają głównie autochtoni).
Po przejechaniu kilku kilometrow zjechałem
na dochodzącą do torów drogę nr 705.
W miejscowości Konary odbiłem w lewo aby przez Malanowo
dojechać do Brochowa. Tam kilka chwil odpoczynku i robienie fotek kościoła renesansowo-gotyckiego o charakterze obronnym
z polowy XVI w.
Zaraz za kościołem skręciłem w lewo na zielony szlak rowerowy i skierowałem się do mostu nad Bzurą - miejsce
przeprawy wojsk w 1939 roku.
Po zjechaniu na łąki z Brochowa warto odwrócić się aby moc podziwiać raz jeszcze ale trochę
z innej perspektywy kościoła. Drogą wśród łąk dotarłem do mostu. Należy pamiętać ze szlak na kilkadziesiąt
metrów przed mostem skręca ostro w prawo i nie przekracza Bzury. Dalej wzdłuż Bzury kierowałem się w kierunku Tułowic.
W pewnym momencie nalezy wjechać na wal który zbliża się do naszej drogi i walem tym pojechać w prawo w kierunku Tułowickiego Boru.
Dobra mapa jest potrzebna gdyż brak jakichkolwiek oznaczeń szlaku w tym miejscu.
Po dotarciu do borku Tułowieckiego, wjechałem na szlak czerwony. Szlakiem tym pojechałem drogą nr 705 i w
miejscowości Wilcze Tułowskie odbiłem w prawo zgodnie ze znakami. Szlak ten wiedzie malowniczą ścieżką, jedynie na początku
trochę zapiaszczoną. Trudnością był jedynie prawdziwy wysyp szyszek. Cały czas czerwonym kierowałem się w
kierunku OOŚ Krzywa Góra. Tam przy dębie Kobendzy odetchnąłem kilka chwil w cieniu potężnego drzewa. Miejsce jest naprawdę
piękne, cisza spokój, majestatyczne drzewa, ławeczka.
Na kilkaset metrów przed dębem jest krzyż poświeconym doktorowi.
Po odpoczynku udałem się w kierunku Posady Cisowej, gdzie krzyżują się trzy szlaki piesze (czerwony, niebieski i żółty).
Stamtąd juz szlakiem niebieskim pojechałem w kierunku Starej Dąbrowy. Kolejny odpoczynek wypadł mi przy Schronisku ZHP. Na
pobliskim parkingu znajduje się kamień upamiętniający pierwszą zorganizowaną przez PTTK wycieczkę po puszczy kampinoskiej.
Dalej cały czas niebieskim szlakiem pojechałem do Cybulic Dużych i przez Małocice dotarłem do leśniczówki Janówek. W jej
okolicach trochę pobłądziłem gdyż zamiast zjechać z asfaltu przy kapliczce na czarny szlak pojechałem prosto asfaltem.
Na szczęście po kilkuset metrach zorientowałem się, ze coś nie gra, dodatkowo spytałem o drogę i miły gajowy
zawrócił mnie, wyraźnie zaznaczając miejsce gdzie mam skręcić w las. Czarny szlak zaprowadził mnie wprost na cmentarz w Palmirach.
Stamtąd przez Truskaw, Izabelin, Lipków i Stare Babice wjechałem do W-wy. Ulicami Warszawy dotarłem do pól mokotowskich gdzie
czekała juz na mnie w samochodzie Moja Lepsza Połówka.
Podsumowując przejechałem prawie 95 km. Czas wycieczki to około 7h. Wycieczka przepiękna zwłaszcza północno-zachodnie tereny puszczy kampinoskiej. Mapa z której korzystałem to "Kampinoski Park Narodowy" wyd. Compass skala 1:45 000