Ta wycieczka miała być zupełnie inna:-)). Miał być MPK II lub Kampinos niestety z powodu suszy i zamknięcia większości okolicznych lasów musiałem szybko zmieniać plany. Zaplanowałem dwa warianty, pierwszy dojechać pociągiem do Lesiowa i stamtąd szlakami pieszymi (czerwonym i zielonym) dojechać do Góry Kalwarii i przez Konstancin do domku (trasa około 130 km); drugi wariant to dojechać do Dobieszyna i szlakami zielonym, czerwonym i zielonym dojechać rownież do Góry K i znanym szlakiem przez Konstancin do Piaseczna (około 100 km). Z powodu zaspania i dość dużych upałów wybrałem wariant krótszy.
Z Dobieszyna pojechałem zielonym do Studzianek Pancernych, ta część szlaku jest dość słabo oznaczona
ale na szczęście kupiłem przed wycieczką dwie mapy wydawnictwa WzKart.
Mapa Topograficzna Polski, arkusze "Góra Kalwaria" i
"Radom". Niestety mapy te są z 1996 roku i pewnie z tego powodu część szlaków ma obecnie trochę inny przebieg, ale generalnie
siatka dróg leśnych się zgadza. Po dojechaniu do Studzianek obowiązkowym punktem jest obejrzenie pomnika na część poległych
żołnierzy w bitwie pancernej.
Ze Studzianek szlakiem czerwonym kierowałem się w stronę Warki, pozytywny aspektem jest bardzo dobre
(chyba niedawno odnowione) oznaczenie szlaku. Bez problemu można jechać bez zaglądania w mapę. Niestety są tez wady, a
mianowicie jedna wielka piaskownica:-((. Możliwe, ze spowodowała to przedłużająca się susza. Jeszcze ze Studzianek do
Strzyżyny jest całkiem nieźle, niestety później jest tylko gorzej. Szlak ten w pewnym momencie biegnie wzdłuż drogi Warka-Kozienice,
ale później znowu odbija w lewo na stacje kolejową Grabów. Niestety popełniłem błąd i zamiast juz wspomnianą wyżej trasą dobić
do Warki, postanowiłem jechać tak jak szlak prowadzi.
Od stacji kolejowej Grabów do Warki (około 6 km) ponownie wróciły piaskownice,
ale na szczęście można je było trochę bokiem ominąć. W Warce po bardzo dobry, (choć niezbyt tanim) obiadku w zajeździe
(znajduje się on przy drodze na Starą Warkę i Pilice) udałem się częściowo asfaltami, częściowo żwirówkami (szlakiem zielonym)
do miejscowości Przylot. Za Przylotem przy zjeżdżaniu drogą gruntową z górki (w tej okolicy jest ich sporo), którą zapewne
właściciele okolicznych sadów częściowo wybetonowali, przydarzył mi się mały wypadek. Mianowicie w połowie zjazdu beton się
skończył i wpadłem prosto w kolejna piaskownice. Oczywiście przy dość dużej prędkości zaliczyłem klasyczne OTB (czyli skok
przez kierownice:-)). Na szczęście pozbierałem się bardzo szybko, bo mój lot zakończył się miękkim lądowanie w kępie pokrzyw
i ostów auciii.
W Podgórzycach zielony szlak łączy się z drogą krajową Góra Kalwaria - Kozienice. Według mapy po kilkuset metrach Miał
odbijać w prawo. Niestety musiałem przeoczyć odbicie, a ponieważ upal dawał mi się we znaki postanowiłem juz asfaltem dobić
do Góry. Stamtąd juz sama nuda, czyli przez Obory (niebieski szlak rowerowy) i Jastrzębią, dotarłem do domku.
Podsumowując wyjazd bardzo udany, mimo dużego upału i zapiaszczenia drogi. Niestety jedną z moich osobistych porażek było ponowne nie zobaczenia na liczniku wyniku trzycyfrowego (patrz opis z Modlina-z powodu nie wlączenia licznika):-((po dojechaniu pod blok wynik był 99 km 560 metrów. Uznałem jednak, ze jeżdżenie w kolko po osiedlu/garażu jest trochę niehonorowe.